Wspomnienie o Mieczysławie Suderze (Oldboju ze Skoczowa) (01.01.1946 r. – 21.01.2011 r.)
26 września 2010 roku otrzymałem kopię pracy nadesłanej na konkurs "Wspomnienia Miłośników Rock and Rolla", zorganizowany przez fundację "Sopockie Korzenie", przygotowaną i opracowaną przez sześcioosobowy zespół autorów z Mieczysławem Suderem na czele. Na stronie tytułowej widniała następująca dedykacja: „Dla mojego przyjaciela profesora Andrzeja, Oldboj ze Skoczowa”. Nie przypuszczałem, że Mietkowi pozostało raptem cztery miesiące życia... że laureat "Wspomnień Rock and Rolla" sam stanie się WSPOMNIENIEM...

Nie byliśmy ze sobą bardzo blisko. Okazało się jednak, że znamy się, nie wiedząc o tym, od lipca 1997 r.! Radiowa "Trójka" w ramach "Muzycznego Parnasu" wyemitowała wieczorną, interaktywną audycję z udziałem lidera Skaldów, Andrzeja Zielińskiego. Byłem jednym ze szczęśliwców, którzy dodzwonili się do redakcji. Ale przede mną, 15 minut wcześniej, dodzwonił się Mietek! Poruszył z A. Zielińskim szereg interesujących kwestii, których wagę doceniłem znacznie później. Mietek przez lata bezskutecznie starał się uzyskać nagranie tej audycji. Otrzymał je ode mnie we wrześniu 2010 r. Stwierdziliśmy wtedy, że nie znając się wcześniej, przez dziesiątki lat nadawaliśmy na wspólnych częstotliwościach, których wyznacznikiem były zainteresowanie polską muzyka młodzieżową.
Formalnie, poznałem Mietka na rynku w Skoczowie w czerwcu 2009 r. podczas "42 Dni Skoczowa". Uczestniczyłem wtedy w IV Ogólnopolskim Zlocie Fanów Zespołu Skaldowie. Zjawiliśmy się w Skoczowie znacznie wcześniej i postanowiłem zwiedzić to urocze miasteczko. Ozdobą uroczystości byli Skaldowie, stąd najzupełniej zrozumiała obecność fanów. Przygotowania do koncertu szły pełną parą a ja w międzyczasie zapoznałem się z zawartością piwa "Brackie". W pewnym momencie podszedł do mnie niepozorny gość i rozpoczął rozmowę o muzyce. Początkowo myślałem, że chce mnie naciągnąć na piwo, jednak z pytań, jakie mi zadawał i z jego komentarzy do moich odpowiedzi wywnioskowałem, że posiada niepospolitą wiedzę i rozeznanie w tematyce. Zaintrygował mnie szczególnie wspomnieniami z czasów szkolnych, w których przewijały się nazwiska J. Fasińskiego i M. Jamrozego - w przyszłości muzyków zespołu Skaldowie. Mietek wiedział, że jestem autorem monografii o zespole, poza tym skojarzył moje nazwisko z "Trójmiejska Sceną Big-Beatową", której realizacja dobiegała końca. Wymieniliśmy adresy i postanowiliśmy być w kontakcie.

W maju 2010 r. Mietek pojawił się na V Zlocie Fanów Skaldów i od tego momentu nasza znajomość nabrała rozpędu. Zwierzył mi się, w wielkiej tajemnicy, że postanowił wziąć udział w II edycji konkursu "Wspomnienia Miłośników...". Wielokrotnie dzwonił do mnie dzieląc się wątpliwościami, pomysłami, informacjami, do których dotarł wraz z kolegami, ale nigdy nie przedstawił całościowej koncepcji pracy. W sierpniu skontaktował się ze mną Wojtek Korzeniewski i oznajmił, że na konkurs wpłynęła niesamowita, współautorska praca sygnowana nazwiskiem Mietka. Dlaczego zadzwonił? Byłem jednym z laureatów pierwszej edycji konkursu, a poza tym w nadesłanych materiałach znalazła się mała wzmianka o mnie, okraszona pięcioma zdjęciami, na których figurowałem w towarzystwie członków zespołu. Wojtek dochował wszystkich reguł tajności i nie dowiedziałem się niczego więcej.
Pod koniec września Mietek poinformował mnie, że ich wspólna praca (zawsze to podkreślał!), została nagrodzona jedną z dwóch równorzędnych pierwszych nagród. 7 listopada spotkaliśmy się w Sopocie na uroczystym rozdaniu nagród a następnie na koncercie "Czerwonych Gitar" w "Dream Clubie". Umówiliśmy się w Skoczowie, gdzie 27 listopada miał odbyć się "Skaldowski Maraton Filmowo-Muzyczny" organizowany przez Krzysztofa Nowaczka i Klaudiusza Zawadę, współautorów nagrodzonej pracy.
W Skoczowie pojawiłem się dzień wcześniej i zatrzymałem się w mieszkaniu Mietka. To było coś niesamowitego! Wiedziałem, że jest pasjonatem, kolekcjonerem, archiwistą itp., ale czegoś podobnego do tej pory nie widziałem! Trzypokojowe mieszkanie było prawie całkowicie wypełnione płytami CD, DVD, winylami i książkami. Były nie tylko na półkach, ale zajmowały każdy skrawek podłogi. Przejście do kuchni czy toalety wymagało nie lada ekwilibrystyki, dlatego wszystkie niezbędne do rozmowy o muzyce akcesoria (piwo + wegetariańskie zakąski), zgromadziliśmy w jednym miejscu.

Mietek był wybornym rozmówcą. Umiał słuchać, komentując i precyzyjnie uzupełniając informacje. Połączyła nas nie tylko muzyka. Był wielkim miłośnikiem i znawcą polskiego kina z okresu PRL-u. W ciągu trzech miesięcy naszej korespondencji dostarczyłem mu kilkadziesiąt nagranych filmów. Nie posiadał komórki ani komputera, nie chciał i nie potrafił ich obsługiwać. Jedną z nagród, jaką otrzymał w konkursie był laptop. Byłem chyba pierwszą osobą, która go uruchomiła, sprawdziła oprogramowanie i naładowała akumulator. Mietek zamierzał przenieść swoje materiały na nośniki elektroniczne. Umówiliśmy się, że pod koniec lutego 2011 roku odwiedzę go ponownie, przywiozę skaner i podaruję mu telefon komórkowy. Wymagał "łagodnego" wprowadzenia w świat nowoczesnych technologii.
28 listopada odprowadził mnie na dworzec autobusowy i wieczorem wróciłem do Trójmiasta. Po drodze opowiedział mi o swoich problemach zdrowotnych i zamiarze udania się do szpitala. W połowie grudnia przesłał mi świąteczną pocztówkę (kto w dobie Internetu wysyła jeszcze pocztówki??). W międzyczasie wysłałem mu kolejny materiał z płytami. Nie oddzwonił i nie potwierdził otrzymania przesyłki. To mnie zaniepokoiło. Skontaktowałem się z K. Nowaczkiem i 21 stycznia otrzymałem informację, że Mietek Suder nie żyje!!!!!

Pozostała po Nim pracowicie zbierana przez prawie pięćdziesiąt lat kolekcja złożona nagrań, materiałów prasowych, plakatów, książek muzycznych i od niedawna filmów. Chciał te zbiory skatalogować i opracować w formie elektronicznej. Cieszył się na tę pracę. Zamierzał uzupełnić i rozszerzyć konkursowe materiały ujęte w swobodną formę big-beatowego alfabetu. Jest szansa, że te plany Mietka zrealizują inni - koledzy, współpracownicy i przyjaciele.
Świadomość tego, że nie wiemy kiedy odejdziemy pozwala nam normalnie żyć, bo gdy my istniejemy, śmierć jest nieobecna, a gdy śmierć się pojawia, wtedy nas już nie ma (Epikur).

